Prolog
Dla wielu osób, lipiec
oznaczał ulgę i szczęście. Jednak nie dla mnie. Moja zmiana odbiła się na
ludziach wokół mnie. Stałam się dla nich podła i chłodna, mimo tego, że od
zawsze byłam dla nich miła i z chęcią im pomagałam. Nie wiem, dlaczego tak się
dzieję, ale wiem jedno – Chcę poznać prawdę.
Moi rodzice także
przestali mnie rozumieć. Byli zwykłymi mugolami. Praktycznie nic nie wiedzieli
o magicznym świecie. Jedyne, co mogli zobaczyć, to czarodziei na ulicy
Pokątnej, oraz to, jak znikam w ścianie między peronem dziewiątym a dziesiątym
na stacji King’s Cross. Mogę powiedzieć, że w ich towarzystwie czuje się
niezręcznie i niechętnie z nimi rozmawiam, a nawet unikam rozmów z tymi
mugolami. Nie cierpię także szlam, chodź sama nią jestem. Muszę w końcu
dowiedzieć się prawdy. Wydaję mi się, że rodzice coś przede mną ukrywają, choć
nie okazują tego, ale ja widzę w ich oczach strach. Czego mogą się bać rodzice
przy własnej córce? Nagle moje rozmyślania przerwało stukanie w okno.
Spojrzałam na lewo i zobaczyłam czarną sowę. Otworzyłam okno, wzięłam kopertę i
usiadłam na łóżku. Koperta była zaadresowana moim imieniem, jednak innym
nazwiskiem. Z zaintrygowaniem wpatrywałam się w napis na kopercie. Hermiona Meropa Riddle. Jednak nie
mogłam po prostu obserwować mojego imienia i nazwiska, to chyba nienormalne…
Postanowiłam więc otworzyć kopertę i wyjąć z niej list. Zabrałam się za
czytanie.
Kochana Hermiono,
Wiem, że może to być
dla Ciebie szok, ale ci mugole nie mogą tego wiecznie ukrywać. Zapewne mnie
nienawidzisz za to, kim jestem. Musimy się spotkać w lesie na końcu ulicy, przy
której jest twój dom. Po prostu idź do końca wydeptanej dróżki.
Będę czekał,
T.M. Riddle
To było chore. Jednak nie miałam wyboru. Jeśli chciałam się dowiedzieć,
o co chodzi temu mężczyźnie. Postanowiłam pójść do tego całego lasu. Założyłam
buty, zeszłam na dół i otworzyłam drzwi. Chwilę po tym ktoś chwycił mnie za
rękę.
-Gdzie się wybierasz o tej porze? –
zapytała podejrzliwie moja rodzicielka, wpatrując się we mnie, mrużąc oczy.
-Zostaw mnie. Idę tam gdzie będę
chciała – odpowiedziałam spokojnie, wyrywając się z uścisku matki. Zanim
zdążyła cokolwiek zrobić, szłam już spokojną i cichą uliczką.
Gdy spostrzegłam las,
bez zastanowienia weszłam do niego. Wydeptana dróżka była bardzo wąska, a wokół
niej rozrastała się wysoka trawa. Po kilku minutach doszłam do końca ścieżki.
Oparłam się o drzewo, kładąc rękę na różdżce w razie nagłego wypadku.
-Hermiono. Jednak przyszłaś –
stwierdził chłodny głos, którego posiadaczem była zakapturzona postać.
-Co? Kim jesteś? – zapytałam
ostrożnie. Miał maskę, więc nie mogłam jednoznacznie stwierdzić, kim jest ten
mężczyzna.
Gdy zadałam
mu pytanie, zdjął maskę i kaptur. Zamarłam z przerażenia, jednak zachowałam zdrowy
umysł i wycelowałam w niego różdżką.
-Voldemort! Czego chcesz? – spytałam
ze wściekłością w głosie. To o to chodziło mu, jak pisał, że zapewne go
nienawidzę za to, kim jest.
-Nie będę z tobą walczyć. Nie byłbym
w stanie zaatakować własnej córki, Hermiono – odpowiedział, nie spuszczając ze
mnie wzroku.
Jemu
kompletnie odbiło! To nie może być prawda! Byłam wściekła i równocześnie przerażona.
-Kłamiesz! Nie masz żadnego dowodu! –
krzyknęłam na czarnego pana, marszcząc brwi.
Czarny Pan
zaczął patrzeć mi w oczy jakoś dziwnie. Usłyszałam ciche „Pokażę ci co się
wtedy stało”. Po chwili wszystko zrobiło się czarnobiałe, a ja znalazłam się w
jakiejś sypialni. Stał w niej czarnowłosy mężczyzna z dwoma kobietami. Jedna
była bardzo podobna do mnie.
-Tom, oni ją zabiją! – krzyknęła jedna
z kobiet, ściskając mocno czarnowłosego.
-Nie pozwolę na to. Anno, zabierz
ją. Ukryj, dopóki nie odeprzemy ataku. Prosimy cię – odrzekł, spoglądając
błagalnie na drugą z kobiet, wręczając jej małe dziecko.
-Jesteś pewien Tom? A jeśli mnie
zabiją? Ona wtedy też zginie – rzekła, szlochając głośno.
-Ufamy ci. Wiemy że sobie poradzisz –
zapewnił ją mężczyzna, nazwany Tomem.
W tym
momencie kobieta podobna do mnie, podeszła do dziecka i szepnęła coś do niego.
-Bądź silna Hermiono. Niedługo znowu
się zobaczymy.
Czyli to
prawda. Ona, jedna z najbardziej znanych szlam, kujonka i gryfonka jest córką
Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. To jakiś obłęd! Po chwili ocknęłam się
i spojrzałam ze smutkiem na biologicznego ojca. Doskonale rozumiem co musiał
przeżyć.
-Teraz mi wierzysz? – zapytał,
wpatrując się we mnie, nie ukazując żadnych emocji.
-Tak. Teraz ci wierzę, tato.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz