czwartek, 8 września 2016

Prolog

Prolog
                        Dla wielu osób, lipiec oznaczał ulgę i szczęście. Jednak nie dla mnie. Moja zmiana odbiła się na ludziach wokół mnie. Stałam się dla nich podła i chłodna, mimo tego, że od zawsze byłam dla nich miła i z chęcią im pomagałam. Nie wiem, dlaczego tak się dzieję, ale wiem jedno – Chcę poznać prawdę.
                        Moi rodzice także przestali mnie rozumieć. Byli zwykłymi mugolami. Praktycznie nic nie wiedzieli o magicznym świecie. Jedyne, co mogli zobaczyć, to czarodziei na ulicy Pokątnej, oraz to, jak znikam w ścianie między peronem dziewiątym a dziesiątym na stacji King’s Cross. Mogę powiedzieć, że w ich towarzystwie czuje się niezręcznie i niechętnie z nimi rozmawiam, a nawet unikam rozmów z tymi mugolami. Nie cierpię także szlam, chodź sama nią jestem. Muszę w końcu dowiedzieć się prawdy. Wydaję mi się, że rodzice coś przede mną ukrywają, choć nie okazują tego, ale ja widzę w ich oczach strach. Czego mogą się bać rodzice przy własnej córce? Nagle moje rozmyślania przerwało stukanie w okno. Spojrzałam na lewo i zobaczyłam czarną sowę. Otworzyłam okno, wzięłam kopertę i usiadłam na łóżku. Koperta była zaadresowana moim imieniem, jednak innym nazwiskiem. Z zaintrygowaniem wpatrywałam się w napis na kopercie. Hermiona Meropa Riddle. Jednak nie mogłam po prostu obserwować mojego imienia i nazwiska, to chyba nienormalne… Postanowiłam więc otworzyć kopertę i wyjąć z niej list. Zabrałam się za czytanie.

            Kochana Hermiono,
Wiem, że może to być dla Ciebie szok, ale ci mugole nie mogą tego wiecznie ukrywać. Zapewne mnie nienawidzisz za to, kim jestem. Musimy się spotkać w lesie na końcu ulicy, przy której jest twój dom. Po prostu idź do końca wydeptanej dróżki.
Będę czekał,
T.M. Riddle

 To było chore. Jednak nie miałam wyboru. Jeśli chciałam się dowiedzieć, o co chodzi temu mężczyźnie. Postanowiłam pójść do tego całego lasu. Założyłam buty, zeszłam na dół i otworzyłam drzwi. Chwilę po tym ktoś chwycił mnie za rękę.
            -Gdzie się wybierasz o tej porze? – zapytała podejrzliwie moja rodzicielka, wpatrując się we mnie, mrużąc oczy.
            -Zostaw mnie. Idę tam gdzie będę chciała – odpowiedziałam spokojnie, wyrywając się z uścisku matki. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, szłam już spokojną i cichą uliczką.
                        Gdy spostrzegłam las, bez zastanowienia weszłam do niego. Wydeptana dróżka była bardzo wąska, a wokół niej rozrastała się wysoka trawa. Po kilku minutach doszłam do końca ścieżki. Oparłam się o drzewo, kładąc rękę na różdżce w razie nagłego wypadku.
            -Hermiono. Jednak przyszłaś – stwierdził chłodny głos, którego posiadaczem była zakapturzona postać.
            -Co? Kim jesteś? – zapytałam ostrożnie. Miał maskę, więc nie mogłam jednoznacznie stwierdzić, kim jest ten mężczyzna.
Gdy zadałam mu pytanie, zdjął maskę i kaptur. Zamarłam z przerażenia, jednak zachowałam zdrowy umysł i wycelowałam w niego różdżką.
            -Voldemort! Czego chcesz? – spytałam ze wściekłością w głosie. To o to chodziło mu, jak pisał, że zapewne go nienawidzę za to, kim jest.
            -Nie będę z tobą walczyć. Nie byłbym w stanie zaatakować własnej córki, Hermiono – odpowiedział, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Jemu kompletnie odbiło! To nie może być prawda! Byłam wściekła i równocześnie przerażona.
            -Kłamiesz! Nie masz żadnego dowodu! – krzyknęłam na czarnego pana, marszcząc brwi.
Czarny Pan zaczął patrzeć mi w oczy jakoś dziwnie. Usłyszałam ciche „Pokażę ci co się wtedy stało”. Po chwili wszystko zrobiło się czarnobiałe, a ja znalazłam się w jakiejś sypialni. Stał w niej czarnowłosy mężczyzna z dwoma kobietami. Jedna była bardzo podobna do mnie.
            -Tom, oni ją zabiją! – krzyknęła jedna z kobiet, ściskając mocno czarnowłosego.
            -Nie pozwolę na to. Anno, zabierz ją. Ukryj, dopóki nie odeprzemy ataku. Prosimy cię – odrzekł, spoglądając błagalnie na drugą z kobiet, wręczając jej małe dziecko.
            -Jesteś pewien Tom? A jeśli mnie zabiją? Ona wtedy też zginie – rzekła, szlochając głośno.
            -Ufamy ci. Wiemy że sobie poradzisz – zapewnił ją mężczyzna, nazwany Tomem.
W tym momencie kobieta podobna do mnie, podeszła do dziecka i szepnęła coś do niego.
            -Bądź silna Hermiono. Niedługo znowu się zobaczymy.
Czyli to prawda. Ona, jedna z najbardziej znanych szlam, kujonka i gryfonka jest córką Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. To jakiś obłęd! Po chwili ocknęłam się i spojrzałam ze smutkiem na biologicznego ojca. Doskonale rozumiem co musiał przeżyć.
            -Teraz mi wierzysz? – zapytał, wpatrując się we mnie, nie ukazując żadnych emocji.

            -Tak. Teraz ci wierzę, tato.